WOMAI Kraków

Poznaj naszych przewodników

O mojej pracy w WOMAI — Kamil 

Problemy ze wzrokiem miałem od urodzenia. Moich oczu „imały się” rozmaite schorzenia, aż ostatecznie w wieku 14 lat całkowicie straciłem wzrok. Mam prawie 40 lat i, wobec tego, często mówię, że dłużej jestem osobą niewidomą, niż byłem widzący. Nawiasem mówiąc, w odniesieniu do mnie należałoby raczej używać określenia ociemniały, niż niewidomy, jednak, to pierwsze określenie jest już całkiem archaiczne.

Niemal od zawsze przeczyłem wszelkim stereotypom, jakie mogłyby przychodzić na myśl w odniesieniu do osób niewidomych. Przede wszystkim, nie jestem absolwentem szkoły w Laskach, ani innej tego typu placówki. Egzamin maturalny zdałem wraz z moimi pełnosprawnymi koleżankami i kolegami, by w niecałą dekadę później obronić pracę doktorską z historii.  Mówię biegle po angielsku, prawie tak samo po włosku, a ostatnio, zdecydowałem się na rozpoczęcie nauki języka hiszpańskiego.

Do krakowskiego Muzeum WOMAI przywiodła mnie bardzo kręta droga mojego życia zawodowego. Przez kolejną dekadę nie udało mi się związać z żadną uczelnią wyższą w Polsce.

Każdą firmę, organizację, czy instytucję tworzą ludzie. Zespół pracowników WOMAI tworzy niewielka grupa młodych i świetnie wykształconych ludzi, którzy z ogromną pasją i zaangażowaniem realizują różnorodne cele związane z popularyzacją kilku dyscyplin naukowych. Zapewne dlatego doskonale wkomponowałem się w budowaną ekipę, ze względu na fakt, że sam jestem nauczycielem akademickim.

Praca w Muzeum WOMAI ma jednak dla mnie zupełnie inny wymiar. Chodzi w niej, o wiele bardziej, o to, że jako osoba niewidoma, której udało się wiele osiągnąć, daje okazję do podzielenia się swoimi doświadczeniami ze sfery własnego życia osobistego, mając, przede wszystkim, nadzieję, że pozwoli to naszym gościom, którzy w zdecydowanej większości są przecież osobami pełnosprawnymi, na ukazanie tego jak wygląda nasze codzienne życie, jak również na to, w jaki sposób należy nam pomagać, jeśli ktoś ma takie pragnienie, by to czynić.

Za miesiąc minie dokładnie rok od dnia, kiedy po raz pierwszy znalazłem się w podziemiach budynku przy ulicy Pawiej 34 w Krakowie. Mam głęboką nadzieję, że instytucja, z którą się związałem będzie się, mimo rozmaitych kłopotów, dynamicznie rozbudowywać, a mnie, jednemu z jej pracowników, rozwijać swoje pasje i zainteresowania.

WOMAI — moje nowe miejsce na ziemi — Katarzyna

Kiedy miałam 12 lat, zdiagnozowano u mnie tak zwany syndrom Stargardta, czyli mówiąc prościej zwyrodnienie plamki żółtej. Jako że miałam wtedy zaledwie kilka lat, nie do końca rozumiałam, co się dzieje i jakie mogą być następstwa tej choroby. Z czasem doszło do mnie, że mój wzrok jest dużo gorszy w porównaniu do widzenia rówieśników. Z upływem lat dowiedziałam się, że choroba ta jest nieuleczalna, a w najgorszym wypadku może doprowadzić nawet do całkowitej utraty wzroku.

Oczywiście nadal istnieje we mnie obawa, że sytuacja ulegnie zmianie, ale na razie choroba na szczęście nie postępuje, a ja aktualnie rozpoznaję kształty, kolory i obrazy. Zachowałam poczucie światła, a przy odpowiedniej konfiguracji jestem w stanie korzystać z telefonu czy komputera. W wieku 25 lat jako dodatek do posiadanej już wady genetycznej ujawniła się krótkowzroczność – której z pomocą przyszły okulary. Mimo sporej poprawy jaką przyniosły, wciąż nie jestem w stanie odczytać tablic informacyjnych na dworcu, numerów nadjeżdżających autobusów czy menu w restauracjach.

Moja przygoda z muzeum WOMAI zaczęła się niedawno, zaledwie kilka tygodni po tym jak, w związku z panującą pandemią, straciłam poprzednią posadę. Jako osoba niedowidząca miałam więc ograniczone szanse, a co za tym idzie – mniejsze nadzieje na szybkie znalezienie nowej pracy.

Właściwie przypadkiem, za pośrednictwem znajomej dowiedziałam się o istnieniu miejsca, na stworzenie którego złożyły się inspiracje wielu wspaniałych i kreatywnych osób. Już podczas rozmowy kwalifikacyjnej okazało się, że praca tam jest nietypowa i wiąże się z pokonywaniem własnych ograniczeń. Przyjazna atmosfera była mocno zachęcająca. Od zawsze lubiłam pracę z ludźmi i chciałam robić coś, co ma znacznie, co przyczyni się do przezwyciężania barier, pozwoli przełamać powszechnie panujące stereotypy i poszerzy horyzonty patrzenia na świat. Myślę, że jest to świetne miejsce, w którym na chwilę można opuścić swoją strefę komfortu i w bezpieczny, a zarazem ciekawy sposób ,,spojrzeć” na wszystko z innej perspektywy.

Praca w WOMAI pozwala mi realizować się i rozwijać, a także doceniać każdy dzień. Wystawy bawią, jednocześnie ucząc o otaczającym świecie zarówno gości  jak i nas -przewodników. Współpraca z osobami niewidomymi jest niezwykle ciekawa. Każda osoba wnosi w to muzeum swoją historię, której fragmenty można poznać, odwiedzając to miejsce. Jako absolwentka pedagogiki społecznej oraz zarządania uważam, że takie inicjatywy są bardzo potrzebne w każdym mieście. Nie tylko dają pracę osobom niepełnosprawnym, ale są również miejscem integracji, spotkań, nauki i zabawy. Tworzą swoistego rodzaju pomost pomiędzy światem widzących i niewidomych. Cieszę się, że jako osoba niedowidząca również w pewien sposób mogę łączyć te dwa światy.

Anegdotka:

Pewnego razu, wracając z relaksującego urlopu z przyjaciółką, jadąc samochodem na miejscu pasażera, podziwiałam malownicze łono natury i piękne widoki. W momencie, w którym mijałyśmy piękne pole, dostrzegłam na nim niewielkie, jasne, okrągłe obiekty. Zachwycona powiedziałam przyjaciółce, by zwróciła uwagę na słodkie pasące się tam owieczki. Ta zdziwiona spoglądała to na mnie, to na pole, po czym wydusiła ,,Ej, przecież to nie owieczki tylko bele siana!” Obie ryknęłyśmy śmiechem, a nasza dalsza podróż była bardzo wesoła.

pl_PLPolski
en_GBEnglish (UK) ru_RUРусский fr_FRFrançais it_ITItaliano pl_PLPolski